Poranki, Poranki…Dla Pięknej Skóry Koleżanki

DSC_0204 (1)

Poranek to zdecydowanie moja ulubiona część dnia. Dookoła spokój i niczym nie zakłócona harmonia przyrody. Puste ulice i parki, jakby czas nagle stanął w miejscu. O 5.30 w niedzielę nie ma zazwyczaj żywej duszy i właśnie wtedy lubię wychodzić z Kazimierzem i Edmundem na poranne lulu. Upajam się wtedy spokojem świata…pomarańczową poświatą wschodzącego i oblewającego krajobraz słońca. Chłopcy mogą hasać do woli bez paniki, że swym nadpobudliwym temperamentem ściągną na siebie niechybną śmierć. Ten chwilowy spokój poranka to taka zapowiedź i zagadka zarazem…co przyniesie dzisiejszy dzień?

Nasza cera także lubi poranki. W żadnym momencie dnia nie prezentuje się równie dobrze co zaraz po przebudzeniu. Pod warunkiem oczywiście, że dnia poprzedniego nie było nocnej libacji 😉 Jednak to własnie rano jasna, dotleniona, wypoczęta twarz wita nas w lustrze łazienkowym. Gładka i zrelaksowana. Potem niestety wychodzi całe dobrodziejstwo inwentarza…cienie, worki pod oczyma, tłuste czoło i tak jakoś zaskórniki stają się naraz widoczne. Ale to dla wybrańców. Gdy dochodzi stres związany z pracą nasza cera czerwienieje i świeci się nie tylko czółko. Niezdrowo wyglądające wypieki i nieestetyczne sebum. Do akcji wkracza nad reaktywność naczyniowa. Wtedy jest już naprawdę kiepściuchno.  Z każdą minutą cera traci na atrakcyjności aby wieczorem po całym zgiełku i natłoku zdarzeń przybrać ziemisty, szary odcień. Dlatego cieszmy się koleżanki, że ktoś wymyślił poranki 😉