Pan Pstrąg

Pan Pstrąg…jędrny dostojnik z błyszczącymi oczyma! Pani w rybnym powiedziała, że czekał na mnie. Rzeczywiście, jestem skłonna w to uwierzyć. Leżał w rogu lady chłodniczej na kostkach lodu, skulony, zasępiony i pochlipywał…chwyciłam za pazuchę i tak oto znalazł się na moim talerzu. Najpierw dokładnie go umyłam, natarłam solą, skropiłam oliwą…a do środka włożyłam trzy przekrojone ząbki czosnku dla zachowania aromatu. Wrzuciłam go na ruszt i piekłam pół godziny w wysokiej temperaturze. Mój Pstrąg jest z nutą chrzanu tak więc musiałam przygotować mu odpowiedni sos. Na małej patelni rozgrzałam płaską łyżeczkę masła i dorzuciłam dwie łyżki ostrego chrzanu (świeżego nie uwidzisz ) dodałam trzy łyżki śmietanki 10% , natki pietruchy i kopru świeżego. Doprawiłam solą, pieprzem, miodem aby złamać kwaśny smak…i czekałam aż wystygnie. Do mojego pstrąga przyrządziłam małe marchewki. Najpierw lekko je podgotowałam w osolonej wodzie,  dosłownie chwilę to trwało. Następnie rozgrzałam płaską łyżkę masła i dorzuciłam łyżkę płatków migdałowych. Za chwilę dodałam marchewki i lekko na maśle podsmażałam z odrobiną miodu.

Kiedy pstrąg był już gotów, wyjęłam z niego czosnek i wylądował na talerzu obok sosu i marchewek.

Hmm…Smacznego:-)