Jarskie Sakiewki

Z wyglądu przypominają popularne w chińskich knajpach sajgonki. Jednak w każdej knajpie ta sajgonka inaczej smakuje a czasami nie smakuje w ogóle…czasami te smaki są przyjemne a czasami przypominają przypaloną zelówę. Jednak ile ten rulon ma z prawdziwego Wietnamu to trzeba sprawdzić samemu. Zazdroszczę tym, którzy mieli okazję jeść oryginalne, prawdziwe sajgonki i potrafią odróżnić ziarno od plew. Jednak dla nas Polaków Sajgon to Sajgon, wiadomo z czym się kojarzy i wiadomo, że  nie są to najprzyjemniejsze skojarzenia.  Sanepid się stara ale wiadomo jak jest, stary olej i kurczak obierany na wycieraczce. Trochę szkoda żołądka, mógłby jeszcze podziałać. Domowe sakiewki smażone na świeżuteńkim oleju nie przyprawią nas o zgagę i niestrawność.

Rozgrzewam patelnię i wrzucam cebulę pokrojoną w kostkę i kiedy zmięknie wrzucam kawałeczek posiekanego imbiru. Następnie dodaję kilka pokrojonych liści kapusty pekińskiej, kilka wcześniej namoczonych grzybów Mun, kiełki fasoli Mun (ja nie znalazłam świeżych więc dodałam te z puszki) garść makaronu sojowego namoczonego uprzednio i startą marchewkę. Podsmażamy to na łyżce oliwy. Krótko a intensywnie. Doprawiamy sosem sojowym, pieprzem i ewentualnie solą. Kiedy farsz ostygnie zawijamy jego porcje w papier ryżowy zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Wybieramy większy papier i tylko chwilę trzymamy we wrzątku. Robimy to rozważnie żeby papier się nie polepił. Następnie smażymy sakiewki w głębokim oleju na rumiano.

Sos do sakiewek to mój wynalazek ale w sklepach jest duży wybór sosów Tao Tao o przystępnym składzie.

Cztery ząbki czosnku miażdżę  i siekam niezbyt drobno. Zalewam połową szklanki wody, dodaję kilka talarków marchewki, łyżeczkę sosu sojowego i zagotowuję. Odstawiam do ostygnięcia i doprawiam cukrem (sos dobrze smakuje gdy jest słodki) i solą.

Smacznego!