Bieganie Czyli Najlepszy Sposób Na Stres

arek-gmurczyk (5)

fot. Arek Gmurczyk

Stres jest wszędzie. W szkole, w pracy, w domu…czyli wszędzie tam gdzie musimy się wykazać, gdzie ktoś czegoś od nas oczekuje, gdzie ktoś się po nas czegoś spodziewa. Nawet nie ma co go wypatrywać lub być na niego uważnym, ponieważ stres wrósł w nasze życie i nawet nie zdajemy sobie sprawy, że jest wszechobecny. Nauczyliśmy się z nim żyć i nie dostrzegać go. Nastawianie kilku budzików na rano…bo możemy nie usłyszeć dzwonka i budzenie się na długo przed, nim zadzwoni, to tylko niektóre ze schiz jakie w sobie nosimy. Przechodzenie od zadania do zadania sprawia, że nie potrafimy się wyluzować nawet na wakacjach. Staramy się być najlepszym pracownikiem, najlepszą mamą, najlepszą żoną (tu bym akurat nie przesadzała 😉 ) najlepiej ubraną, najzdrowiej gotującą…i ok, w byciu dobrym nie ma nic złego. Lepiej ciągnąc w górę niż w dół. Jednak gdzieś głęboko rodzą się frustracje, zmęczenie…czasem daje o sobie znać depresja. Każda kobieta to zna, pewnie nie jedna tego doświadczyła. O zbawiennym wpływie aktywności fizycznej na całokształt życia uczono mnie w szkole…słyszałam o tym od ludzi mądrzejszych ode mnie. Od czterech miesięcy znam to z autopsji. Sponiewierana po całym dniu pracy, od 15.00 bez promieni słonecznych, zziębnięta, wracałam do domu. I naprawdę nie miałam ochoty z powrotem wychodzić na dwór. Było -7, zacinał marznący śnieg i było ciemno. Czułam jednak, że muszę coś z sobą zacząć robić bo zwariuję od tej ciemnicy, szarości, zimna i narastającego z tego powodu napięcia. Na początku biegałam bo to było coś nowego. Zakup butów, chociażby sportowych to tez była kusząca perspektywa 😉 Sama otoczka biegania po ciemku też intrygowała. Jednak po przebiegnięciu trzech minut czułam rozrywający ból w piersiach. Zasapana, zdyszana, z kolką pod pachą biegłam i szłam naprzemiennie. Wracałam na trzęsących się nogach, które wchodziły w rezonans. Trzydziestoletnia staruszka. Po dwóch tygodniach przebiegłam pięć kilometrów nie zatrzymując się. Głównie dlatego, że po zatrzymaniu nie ruszyłabym już z miejsca. Pamiętam radość i ogromną satysfakcję, że mi się udało, że pokonałam własne ograniczenia. Jednocześnie zaczęłam odczuwać przypływ dobrego nastroju. Sytuacje, które mnie zasmucały, stanowiły jakąś zadrę, zaczęłam traktować jak problem do rozwiązania. Wszelkie stresy schodziły ze mnie podczas biegania. Organizm oczyszczał się i stres dnia codziennego spływał potem po plecach. Mój bardziej dotleniony mózg budził się o świcie i miałam więcej energii.Moja cera stała się bardziej promienna, rozświetlona a skóra gładsza. Zaczęłam kąpać się w wodzie o niższej temperaturze, (do tej pory był to wrzątek 🙂 ) mój krwiobieg przyspieszył. Już nie byłam ospała, zamulona… tylko radośniejsza, spokojniejsza i pewniejsza siebie. Moje ciało zaczęło się zmieniać…z budyniowego na bardziej zwarte i jędrne.  Kompleks sylwetki zastąpiło poczucie, że jednak mogę coś zrobić aby starzeć się z godnością 😉 . We własnym ciele zaczęłam się czuć doskonale. Na własnej skórze przekonałam się, że trud i wysiłek opłacają się. Rozwój fizyczny wpływa zbawiennie na nasz umysł. Pokonując własne bariery, zmieniając stare przyzwyczajenia…pokazujemy sobie, że tak naprawdę wszystko zależy od nas. Sięgając dalej, rozwijamy się i odkrywamy nowe kierunki. Życie staje się pełniejsze. Nowe możliwości rozwijają nas i dają nam wybór. Kim chcemy być i jak chcemy żyć. Ja już wiem…a Ty?